R E K L A M A

Z Romanem Szczepankiem - muzykiem pochodzącym z podkrapkowickiego Steblowa.
- Dlaczego nie wydałeś pierwszej płyty pod własnym nazwiskiem?
- Wszystkie piosenki na albumie są śpiewane po angielsku, więc wymyśliłem sobie pseudo Graftmann, która brzmi bardziej angielsko.

- Muzycy zwykle muszą pokonać wiele przeszkód, żeby zaistnieć. Jak to wyglądało z tobą?
- Na samym początku pomógł mi Piotrek Rudner. Pamiętam, że pierwsze piosenki nagrywałem u niego w domu. Dzięki jego bezinteresownej pomocy, udało mi się zaistnieć w muzyce i osiągnąć pierwsze sukcesy. Przez kilka lat zbierałem materiał. Potem znalazłem małą wytwórnię, która postanowiła wydać moje nagrania. W dużej mierze sam zająłem się dystrybucją płyt, jedną wysłałem do "Przekroju", gdzie napisano entuzjastyczną recenzję i uznano mnie za debiut roku. W "Machinie" wybrano ją albumem miesiąca. "Trójka" zaczęła ją grać. To było niesamowite i dziś już trudne do wyobrażenia, że bez wsparcia wielkiej wytwórni i dużej promocji, coś takiego udało się osiągnąć. W tamtym okresie poznałem Przemka Myszora z zespołu Myslovitz, któremu spodobało się to, co robię. Zaproponował, że wyprodukuje moje nowe utwory. W tym czasie studiowałem w Krakowie, a Przemek zajmował się przede wszystkim swoim zespołem i rodziną, ale nagraliśmy album, jakiego w Polsce chyba do tej pory nie było. Płyta ukaże się na początku przyszłego roku. W międzyczasie powstał też zespół "Miss Polski", w którym śpiewam i gram na gitarze i który w tej chwili jest dla mnie priorytetem, ponieważ zajmujemy się promocją naszej pierwszej płyty, wydanej w ubiegłym miesiącu. Cały czas mocno wspierali mnie rodzice i dzisiaj również mogę na nich liczyć.
weronika w dniu: 2011-11-25 14:14:20
Napisał(-a): fatalna sprawa© 2011 Tygodnik Krapkowicki
Kopiowanie bez zgody Wydawcy jakichkolwiek materiałów zawartych na stronie zabronione.
Projekt i wykonanie strony & CMS
Agencja Reklamowa iD7